Niejadki? Być może problem nie jest w dzieciach, tylko w tym, że dorośli za bardzo chcą wszystko kontrolować.
Dzisiaj wokół jedzenia dzieci robi się niemal wykłady. Jak podać. W jakiej formie. Jak zachęcić. Jak nie
zrazić. Jak namówić. Jak przemycić warzywa. A ja pamiętam coś sprzed ponad 40 lat i im dłużej o tym
myślę, tym bardziej widzę, że kiedyś pewne rzeczy robiły się same.
Miałem może 3 albo 4 lata. Byłem z bratem i kuzynem. Zwykły obiad, żadna wielka okazja. Dorośli po
prostu stawiali talerze. Na nich ziemniaki, kapusta, czasem kawałek mięsa. Bez gadania. Bez
przekonywania. Bez stania nad głową. Bez tekstów typu: „zjedz jeszcze trochę”, „nie wybrzydzaj, „to
jest zdrowe
.
Po prostu dostawaliśmy jedzenie.
I nagle któryś z nas wymyślił, żeby nie jeść tego osobno, tylko razem. Ziemniaki z kapustą zaczęliśmy
mieszać widelcem. Najpierw byle jak. Potem już bardziej “profesjonalnie” po dziecięcemu -
warstwami. Warstwa gniecionych ziemniaków, na to kapusta, potem znowu ziemniaki, znowu kapusta.
Taki przekładaniec, taki bałagan, ale dla nas to było coś świetnego.
I zaraz zrobiły się z tego zawody.
Kto lepiej wymiesza. Kto zrobi więcej warstw. Kto szybciej zje. Kto ma lepszą wersję. Jeden coś
wymyślił, reszta od razu podchwyciła. Dzieciaki. Śmiech, kombinowanie, trochę bałaganu na stole,
czasem trochę poza talerzem. Na początku sporo, później już mniej, bo człowiek się uczył.
I teraz najważniejsze:
Nikt nas do tego nie zmuszał.
1. Nikt nam nie kazał jeść.
2. Nikt nie wymyślał żadnej “metody”.
A jednak jedliśmy. I to jak jedliśmy.
Wszystko znikało.
Dzisiaj mówi się o niejadkach tak, jakby to był niemal osobny problem cywilizacyjny. A może czasem
wystarczyłoby przypomnieć sobie jedną prostą rzecz: dziecko nie chce być sterowane przy każdym
kęsie. Dziecko chce mieć trochę swobody. Chce coś odkryć. Pomieszać. Ułożyć po swojemu. Zrobić z
obiadu coś swojego, a nie tylko wykonać polecenie.
I może właśnie w tym był sekret tamtych obiadów.
Dorośli dawali jedzenie, ale nie odbierali nam sprawczości.
Nie kontrolowali każdego ruchu widelca.
Nie robili z obiadu egzaminu.
My sami robiliśmy z tego zabawę. Sami wpadaliśmy na pomysły. Sami decydowaliśmy, czy mieszamy,
czy przekładamy warstwami, czy gnieciemy bardziej, czy mniej. I nagle zwykłe ziemniaki z kapustą
stawały się czymś, co naprawdę chciało się jeść.
To nie była żadna wielka kuchnia.
To nie było modne.
To nie było „instagramowe”.
Ale działało.
Może więc sposób na niejadków nie zawsze polega na tym, żeby bardziej się starać, bardziej tłumaczyć
i bardziej pilnować.
Może czasem trzeba właśnie mniej.
1. Mniej nacisku.
2. Mniej kontroli.
3. Mniej poprawiania dziecka przy stole.
zauA więcej luzu, fania i pozwolenia, żeby ten talerz stał się trochę jego.
Bo ja do dziś pamiętam smak tych ziemniaków z kapustą. Nie dlatego, że były jakieś wyjątkowe. Tylko
dlatego, że były nasze. Wymieszane po dziecięcemu, trochę nieporządne, trochę śmieszne, ale
prawdziwe.
I szczerze?
Do dziś uważam, że ten dziecięcy bałagan na talerzu miał więcej sensu niż niejedna współczesna teoria
o karmieniu dzieci. 🥔
#ziemniaki #kapusta #smakdziecinstwa #wspomnieniazdziecinstwa #domowejedzenie #polskakuchnia #kuchniadomowa #obiadjakdawniej #prostojedzenie #niejadki #sposobnaniejadka #jedzeniedladzieci #wspolnystol #tradycyjnasmak #kulinarniewspomnienia
#brambory #zeli #chutdetstvi #vzpominkynadetstvi #domacijidlo #ceskakuchyne #domacikuchyne #obedjakodbabicky #jednoduchejidlo #nejedlici #jaknanejidky #jidloprodeti
#spolecnystul #tradicnichut #kulinarnivzpominky
#kartoffeln #kohl #kindheitserinnerungen #geschmackderkindheit #hausmannskost #deutschekuche #hausgemacht #essenwiefruher #einfachesessen #maekeligeesser #tippfuermaekeligeesser #essenfuerkinder #familientisch #traditionellergenuss #kulinarischeerinnerungen
.png)

Komentarze
Prześlij komentarz